Wpisz login i hasło, następnie kliknij zaloguj się.

Kliknij zarejestruj się by założyć konto na doop.pl




Interviews
Forum
Ateliers
Articles
Our artists
Events
Publication

fajny portret Obraz i Hostia Ostrožská  Hostia i Obraz Miłosierdzia  Crosses Czas się ślimaczy
Super :-)
Wymowne.
Najwazniesze zeby sie nie szczypac.

Art gallery, paintings, sculpulture, free archive for every one.

Outstanding
Painting and Graphick
Stained glass
Sculpture
Other
PC Graphick
 
Inform about news:
 
 
Art Gallery - paintings, sculpulture.

Art Gallery promote
young artist. Give
no limited access to
put your paintings,
sculpulture in
our website.
We give you
free website aswell.
www.
YourName.doop.com
 
BOBO WYKWITY
 
doop.pl (Data: 2010-10-25 10:05:56)

Bobo Wykwity


O tym jak Wicuś rysował nie tylko swoimi kredkami.

Brojler J.W



Jako cudowne dziecko już w wieku niemowlęcym czułem ogromną presję do stworzenia nowej jakości. Mama zawsze mi powtarzała: Jesteś Wielki i będziesz kimś wyjątkowym, to pewne! Pierwsze kredki dostałem, gdy miałem parę miesięcy, bo wcześniej nie mogłem ich mieć, choć bardzo chciałem, rodzice demonstrowali mi, że bym się nimi zadławił, w tym czasie dbali o moje zdrowie. Potem już miałem, czym rysować. Bazgrałem, więc po ścianach, ciągnąłem linie, krechy, wpatrywałem się w nie całymi godzinami i krzyczałem Bobo, Bobo, Bobo! Mama kiwała głową i mówiła Ajci Ajci: Bobo Impresjonizm. Tych słów nauczyłem się jako pierwszych w życiu, potem nauczyłem się słów „Mama”, „Tata” i „Podest”, na który mnie stawiano przed lustrem, abym jawił się wyższy. Mama szeptała mi do ucha urośniesz i będziesz sięgał gwiazd, „Gwieździstego nieba”, a potem pokazywała mi i dawała do zabawy reprodukcje „Słoneczników” Van Gogha, chciałem je przerysować po swojemu, ale to była ozdoba, niemal świętość, nie można było tego robić. Pierwsze moje farbki i pędzelki dostałem nieco później. Tata wtedy jeszcze mnie lubił, więc zrobił dokumentacje moich poprzednich prac, obfotografował wykwity mojego talentu na ścianach i sufitach, bo eksperymentowałem już w szkicach sufitowych (podkładano pode mnie podest lub trzymano mnie godzinami na rękach a ja ciągnąłem niezmordowane krechy i ryłem nosem po suficie, nie zważając na wszystko, co jest pode mną). Fotografie niestety przepadły, i to był pierwszy pech, nie było zdjęć, bo w zakład fotograficzny, do którego ojciec zaniósł negatywy uderzył którejś nocy piorun i wszystko się spaliło, a tato już skuł tynki, położył gips i zabrał się do malowania mieszkania kolorową emulsją. Płakałem, bo nie było zapisu mojej wczesnej twórczości, ojciec nieubłaganie, jak on to mówił doprowadzał do porządku mieszkanie. I krzyczał do mnie tak: czemu się mażesz chłopie, lepiej byś się czegoś konkretnego w życiu nauczył, a nie tylko lamentu i bazgrania! Płakałem wtedy głośniej, tato się wściekał i chlastał we mnie kolorową farbą z ławkowca, wtedy zawsze interweniowała moja mama. Krzyczała na ojca. - Co ty robisz przecież, to dziecko, tak nie można, chcesz mu krzywdę zrobić, a jak mu oczy pigmentem zachlapiesz, to jak on będzie patrzył na świat?


W przedszkolu i szkole, nie wiem czy mi się podobało, czy nie podobało? Były tam inne dzieci, i nie wiem czy one były mi potrzebne, czy nie? Sam nie wiem, choć, to było już w podstawówce, a wtedy w naszym kraju był deficyt, rysowałem już wtedy świetnie...

Byłem pierwszym w świecie malarzem Bobo-Impresjonizmu.

Ten chłopak miał chyba na imię Darek, on też rysował dobrze, no nie tak świetnie jak ja, ale był dobry i co najważniejsze miał kredki, jakich w życiu wcześniej nie widziałem, to były kredki świecowe ze Stanów Zjednoczonych (chyba z 200 kolorów), dosiadałem się wiec na każdej lekcji plastyki do Darka i przyjaźniłem dopóki kredki się nie wyrysowały. O jaka to było znajomość, rysowaliśmy konie, pegazy w galopie, autobusy mknące polami gdzieś hen daleko. Ja zawsze pisałem na ich burtach „Bobo Impresjonizm”, żeby moja pani plastyczka wiedziała, że ja konsekwentnie idę za linią, która rozpocząłem we wczesnym dzieciństwie! Super zwieńczeniem naszej przyjaźni z Darkiem była nasza połączona wystawa w korytarzu szkolnym. Na gazetce ściennej pojawiły się wtedy głównie nasze prace. Pani nauczycielka powiedziała, że mamy dobre kredki, takie wyjątkowe i dlatego możemy być dumni, bo naszych prac wybrała na wystawę najwięcej, dostaliśmy też piątki na półrocze z plastyki, po prostu było fajnie i w porządku, bo inne dzieci nam zazdrościły, a ja lubię jak mi zazdroszczą na tym polega sztuka żeby zazdrościli i prosili się przykładowo powiedzmy o jedną kredkę. Czasem, gdy z Darkiem rysowaliśmy, gdy ktoś zwracał się z prośbą o kredki, żeby coś tam pokolorować, pytałem się: A po co ci kredka, skoro nie jesteś w naszym Klubie Bobo-Impresjonizmu, będziesz rysował bohomazy? Dzieci rozdziawiały wtedy gęby i po jakimś czasie pytały jak się zapisać do Klubu. Rzecz była prosta, wydzieliliśmy 5 kredek i tymi kredkami robiliśmy rewolucję w malarstwie klasowym. Nasza wychowawczyni była zdziwiona, jak, to jest możliwe. Mówiła ja podaję wam temat, co macie malować, a wy malujecie i tak swoje i wszyscy bardzo podobnie do siebie, z tym, że niektórzy nawet mam wrażenie malują tymi samym kredkami. Tak to była nasza klasowa frakcja Bobo-Impresjonizmu i mimo, że zawładnąłem kredkami Darka, to ja zostałem jej prekursorem. We Frakcji nie było łatwo, a to Zosia chciała żółta kredkę w tym samym czasie, gdy chciał ją Jaś, albo Krysia pogniewała się, bo coś do niej odwarknąłem i powiedziała, że nie będzie już malować z takim urwisem jak ja. Inni skarżyli się Pani plastyczce, że ja Wicek, bo taki obrałem sobie pseudonim nie gram fair play, tylko wyzywam wszystkich, terroryzuje i rozpycham się w kolejce po wszystko. Pani wtedy krzyczała Wicek przestań, co z ciebie za nieznośny chłopak, żeby tak dokuczać wszystkim i jeszcze mieć z tego zabawę. A ja wtedy byłem wniebowzięty i aż tryskałem energią, że mówi się o mnie, szeptałem do ucha Darkowi, tak jak kiedyś szeptała mi mama Bobo-Impresjozinm, Bobo-Impresjonizm, pokona wszystko i wszystkich, jeszcze zobaczysz Darek jak będą padać przed nami na kolana. Kolejną wystawę mieliśmy w świetlicy szkolnej, to był niemały awans, w dzień otwarcia przyszli inni uczniowie, pan z wuefu i zastępca sekretarza szkoły, pani dyrektor nie mogła przyjść, bo była w tym czasie bardzo zajęta. Na sali był gwar, wszyscy jedliśmy pączki, panie opiekunki odrabiały lekcje z innymi dziećmi a potem powiedziały coś o wystawie oznajmiając, że w zasadzie one są bardzo chętne, aby nasze obrazki od czasu do czasu pojawiły się w szkolnej świetlicy. O jaki ja byłem szczęśliwy, nie dość,że wystawa, to jeszcze możliwość ciągłego wystawiania swoich prac i to gdzie w świetlicy, do której schodzi się cała szkoła i gdzie czasem organizuje się wywiadówki dla dorosłych.

Po wystawie poprosiłem mamę,żeby zadbała o mój wizerunek - artystyczny image, a ojca, żeby w ramach rekompensaty z przed lat wykonał mi serie portretowych fotografii dla potomności. Zakupy zrobiliśmy na bazarze. Mama stwierdziła, że malarz musi mieć słomkowy kapelusz, bo wtedy dopina się jego wizerunek i wygląd jest taki jak być powinien. Tato natomiast na potrzeby sesji zdjęciowej kupił paletę malarską i pędzle, żebym trzymał te akcesoria i wyglądał niczym ikona, kwintesencja artyzmu, już wtedy chyba sobie ze mnie drwił? Zdjęcia robiliśmy, a raczej mi robiono: w makach, na tle stawu, łąk złocistych. Trzymałem pędzle, tuż przy twarzy, tato modelował mi rękę, aby pędzle były dobrze ujęte, mama poprawiała kapelusz. Fotografie tym razem zanieśliśmy do innego punktu, z pytaniem do właściciela czy ma zamontowany odgromnik. Fotograf się dziwił, dlaczego o to pytamy, ale jak wytłumaczyć prostemu człowiekowi zawiłości biografii artystycznej. Po kilku dniach miałem fotosy zapakowane w szary papier z dedykacją foto-laboratorium: „Zakład fotograficzny Iluminacja dla Wicia Gogha nadziei Bobo-Impresjonizmu”

Współuczniowie byli zazdrośni, ludzie zawsze nie rozumieją geniuszy, ktoś przylepił w świetlicy na jednym z moich obrazków gumę do żucia, a do tego wysmarował moje inicjały marmoladą z pączków serwowanych w świetlicy. Moja klasa mnie nie lubiła, a przecież tyle dobrego dla nich zrobiłem, tchnąłem w nich ducha Bobo, pokazałem nowe bobo horyzonty, nowe bobo wizje, sposób bobo zarabiania na życie i bobo reklamę, nawet nauczycielka nas zaakceptowała, dlaczego ktoś zasmarował mi obrazek, zepsuł, to, nad czym tak długo pracowałem? Początkowo zacząłem podejrzewać Darka, pożyczał mi jak zawsze swoje kredki, moje portrety uznał, że mogą być, wiec pochwalił, ale stale milczał, gdy go prosiłem o stawanie po mojej stronie wówczas, gdy prowadziłem walkę o Bobo. A dziewczyny rzucały mi się do oczów, więc czy to był Darek? Najpierw rozprawiłem się z dziewczynami i chłopakami, którzy malowali w innym stylu, wyzwałem ich, że są ciency jak sik pająka, lubię czasem prowokować, a to była dla nich zniewaga. Pani plastyczka przymykała na to oko, i mówiła sobie, to tylko uczniowie, jakoś się dotrą, jakoś to będzie i to mi się podobało, bo mogłem nadal robić sobie wycieczki i bawić się w podchody oraz szukać prawdziwego zagrożenia dla Bobo. Kilka osób nawet z mojej przyczyny poprosiło rodziców, o to, aby przepisać ich do innej klasy, mi to było na rękę, gardziłem tymi ludźmi i mówiłem, że to dezerterzy niezdolni do walki z Bobo. Nauczycielka zaczęła w pewnym momencie stosować działania obronne, prosiła mnie Wicuś przestań szykanować innych kolegów i koleżanki, nie jesteś sam w klasie, pomyśl; gdyby inni zachowywaliby się tak jak ty, co to by było, gdybyś w klasie miał Napoleona, Zygmunta Matejkę i oprócz Bobo Impresjonizmu inne ważne kierunki jak: Tofi-Ekspresjonizm, Barbie–Realizm czy Kaczy-Kubizm. Ja byłem jednak PRAWDĄ nauczycielka tego nie rozumiała, tylko bezczelnie zaczęła stawiać mi złe oceny i wystawiać na półrocze naganne uwagi.

Po pewnym czasie; to smutne, co raz więcej współuczniów opuszczało nasz klub Bobo, nikt nie pytał już o kredki. Czasem ktoś się tam zerwał i poprosił Darka,żeby mu pożyczył jakiś kolor do swego rysunku, ale ja Darka sztorcowałem i mówiłem uważaj, to może być zdrajca – Judasz, nie dawaj mu kredek, musimy być silni, bo umrze Bobo!

Więc czy Darek zdradził? Czy on naprawdę dążył do zniszczenia Bobo? Śniło mi się to po nocach, pytałem tatę, o to, co to jest psychologia i jakie ludzie mają charaktery, wszystko, co powiedział mi ojciec zaraz sprawdzałem w życiu, inne dzieci nie miały pojęcia o psychologii, ja też raczej nie, ale wystarczyło, że troszkę coś rozumiałem i to już było dobrze, bo Bobo na tym zyskiwało. Jednak najważniejszą sprawą dla mnie, która nie pozwalała mi spać było, jak wyjść z Bobo poza mury szkolne, jak spowodować, aby Bobo rozlało się na całą okolice. Marzyłem o wielkim Bobo, Bobo pod Wodą, Bobo w Kosmosie, Bobo w Paszczy Rekina, to miało być Bobo przez Duże B, a nawet przez podwójne B-B! Bobo Brojler kogut piejący na całą okolicę!

Uczniowie mówili mi, że jestem chory, że mam manię prześladowczą i jakoś skopiowali moją fotografię w kapeluszu, dorysowali do niej wąsy i zaczęli kpić z Bobo. Płakałem, mama mówiła mi synu tak jest zawsze Dzieci są bezwzględne one niszczą często kapelusze, podobnie jak dorośli kpią z kapeluszów Rokity, a co dopiero taki ładny kapelusz Van Gogha jak ja ci kupiłam, zresztą żartowali sobie tylko. Ojciec mnie nie rozumiał warczał na matkę, że rozpuściła smarkacza, na tyle, że nie potrafi on teraz sobie poradzić wśród innych ludzi. Takiego ojca nienawidziłem, jak on mógł swojego syna tak podejść i to w momencie, kiedy ten potrzebował słów wsparcia i miłości i to nie dla siebie samego, ale głównie dla Bobo.


Nazbierało mi się troszkę, to fakt. W świetlicy zaczęto pokazywać prace innych dzieci, mi się one nie podobały, bo nie były moje i nie były Bobo, ale gdzie tam oni tego nie rozumieli i pokazywali, co popadnie, a Bobo unikali. Niektórzy nie rozumieli, co się stało, wiec pytali lub próbowali mnie wspomagać, prosiłem ich, aby oni prosili, tych, co mogą poprosić,żeby Bobo było jak kiedyś na pierwszym miejscu. Najtrudniejsze dopiero przychodziło...

Pani nauczycielka wystawiła mi złe oceny na koniec roku, a to oznaczało, że nie zdam do następnej klasy, że rozstanę się z Darkiem i jego kredkami, że zostanę sam z sobą na Bobo Pustyni!

Modliłem się, żeby było inaczej żeby zapanowało imperium Bobo, żeby przyszła cudowna broń, która odmieni los tej Bobo krucjaty, ale ona się nie kwapiła, musiałem zejść do Bobo bunkra i podziemia. Najgorsze było, to, że nikt o mnie nie pytał i nikt nie tęsknił za Bobo, że byłem odizolowany od Darka i kredek, bo pani przesądziła mnie do oślej ławki.

Teraz oglądam swoją fotografię z tyłu, której mój tato napisał „Wicuś Narcyzm; Wstyd człowiekowi, żeby miał wszystko robić tylko dla własnej uciechy i tylko dla siebie, jakby się bawił” Mama nie chce mi powiedzieć, co te słowo znaczą, pewnie z miłości chce oszczędzić mi bólu, ale ja czuję, że to jest coś nie dobrego, znam swojego tatę, on zawsze chciał zrobić mi krzywdę normalnością...


Teraz po wielu miesiącach w nowej nadziei pragnę podzielić się z wami, że Bobo przypuszczalnie zmartwychwstało. Darek w klasie następnej, bo on zdał do następnej klasy pisze, że będzie rysował Bobo, jeszcze nie wie jak, bo kredki amerykańskie się wyrysowały z tego powodu nie może on być już dalej moim przyjacielem, takie są reguły Bobo, ale może tym razem dla odmiany, coś nowego wynajdzie i będzie to jakby nie Bobo, ale jakaś odmiana Bobo, wspierajmy to, bo wiecie, zawsze to lepsze niż Bobo milczenie. Nasz kolega Darek na koniec piszę „ Tylko człowiek o ciasnych horyzontach nagina wszystko do własnego modelu życia, poza który nie potrafi sięgnąć choćby myślą”,to też podciągnijmy pod Bobo. Głowa do góry już w przyszłym tygodniu przęśle wam zdjęcia jak mama ubiera mnie w nowe sukienki Picassa, Leonarda, Moneta , będzie też przymierzanie nowych nakryć głowy. Informuję też, że mój Ojciec nie będzie już fotografował, bo go nienawidzę, spłodził Bobo i się do tego nie przyznaje, za takie właśnie rzeczy powinni wsadzać ludzi do więzienia, bo to jest łamanie zasad demokracji. Wiem, uwierzcie sprawdzałem w encyklopedii!

Mówię wam to Ja Wasza Samowystarczalna Bobo Skała! Stójcie też na straży Bobo Demokracji, bo Bobo Wróg nie śpi. I co nie; Koniecznie nauczcie się tego wszystkiego na pamięć, żebyście czasem nie byli w przyszłości wyconieniowani ...


O zjawisku Bobo w satyrze opowiedział

Jan Wieczorek





 

 
Startuj DOOP.PL | Dodaj do ulubionych | Poleć nas znajomym | Kontakt | Regulamin | Pomoc
Wszystkie prawa zastrzeżone przez doop.pl©