Wpisz login i hasło, następnie kliknij zaloguj się.

Kliknij zarejestruj się by założyć konto na doop.pl




Interviews
Forum
Ateliers
Articles
Our artists
Events
Publication

fajny portret Obraz i Hostia Ostrožská  Hostia i Obraz Miłosierdzia  Crosses Czas się ślimaczy
Super :-)
Wymowne.
Najwazniesze zeby sie nie szczypac.

Art gallery, paintings, sculpulture, free archive for every one.

Outstanding
Painting and Graphick
Stained glass
Sculpture
Other
PC Graphick
 
Inform about news:
 
 
Art Gallery - paintings, sculpulture.

Art Gallery promote
young artist. Give
no limited access to
put your paintings,
sculpulture in
our website.
We give you
free website aswell.
www.
YourName.doop.com
 
NATCHNIENIE W MALARSTWIE CZ1.
 
DOOP Jan Wieczorek (Data: 2010-03-13 15:04:33)



Natchnienie w malarstwie
 cz1.




Każdy twórca, a więc i malarz, aby móc robić, to, co należy powinien mieć stany, szczególnego napięcia zwane weną. Jest, to rzecz niemal metafizyczna, bo w odróżnieniu od sprawnej ręki nie można się jej wyuczyć. Twórca pod wpływem weny jest jednocześnie jak odbiornik i komunikator, natomiast warsztat pomaga w wykonaniu pracy. Jest kilka podstawowych pytań, które każdy twórca powinien sobie nieustannie zadawać.

Jacek. Malczewski – Natchnienie Malarza

Dlaczego robię, to, co robię; co mam zamiar zrobić; jaki jest tego cel i jakie przesłanie; kto jest adresatem; jakimi środkami, skoro mam już pomysł rozwiąże podstawowe składniki nadania komunikatu, który aktualnie przyszedł mi do głowy. Ważne jest również, to czy powielamy poszczególne przekazy, czy raczej dopowiadamy do nich nowe pola znaczeń; wnosimy swoja osobowość, czy też eksperymentujemy, dokonujemy transgresji, czy poddajemy się próbie intuicyjnie a może robimy to pod wpływem walorów estetycznych płynących do nas z otoczenia.

 Pod czas procesu zwanego natchnieniem zachodzą również rozmaite wariacje. Gdy przyjrzeć się metodzie działania okaże się, że większość malarzy różnicuje się na tym etapie. Wśród ludzi sztuki panuje permanentny stan napięcia, autorzy mogą podziwiać się nawzajem, zazdrościć oryginalności, czerpać od siebie wiedzę w zakresie doboru środków wyrazu, ale i zwalczać się, konfliktować przez lata i gardzić sobą wzajemnie (Leonardo i Michał Anioł). Oryginalna wena, to wśród każdego rodzaju twórców towar deficytowy, jak ją uzyskać przy pomocy dostępnych środków, to zagadnienie, nad którym nie jeden artysta głowił się przez całe swe życie.

 Dla wielu malarzy brak weny czy natchnienia, dostarcza całej masy kompleksów i przykrości. Bardzo łatwo jest zrozumieć, dlaczego artyści tak chętnie uciekają się do sztucznych katalizatorów takich jak alkohol, narkotyki czy wprowadzanie się w trans. Banalne implikacje, których wytłumaczeniem mają być konceptualne ideologie, jak to jest nad wyraz wzniośle malować pod wpływem alkoholu, narkotyków czy w transie muzycznym. Bardzo łatwo można odczuć czy artysta rzeczywiście szuka drogi i eksperymentuje czy raczej jego wspaniałe doznania, są symptomem braku weny.              – Nierozpoznane jest nieznanym, tylko za pierwszym razem, potem przychodzi reguła powielania, ciąg nawet już bardziej do picia, wprowadzania się w trans niż do twórczości. W swojej introspekcji zauważyłem, że natchnienie jest funkcją mózgu, artysta w inicjacyjnej fazie twórczości nie ma za dobrze nastrojonej percepcji twórczej, stąd problemy ze swobodą dopływu pomysłów.

Osoba malująca, podobnie rzecz się ma z innymi twórcami, powinien równolegle przez lata atakować mózg możliwie jak największą dozą impulsów intelektualnych. Terminować w zdobywaniu wiedzy, nie tylko z dziedziny malarstwa (formy, technik, kolorów, warsztatu), ale być poszukiwaczem wiedzy w zakresach: literatury, nauk ścisłych, nauk o społeczeństwie, mediach, psychologii, religii i kulturze. Artysta powinien czuć ducha czasu, a potem wyprzedzać go o lata, być inspiracją dla teraźniejszości.

 Niegdyś zetknąłem się z ciekawym przykładem „twórcy” – poety, który zapragnął być wieszczem na własny obstalunek. Człowiek ten pisał całe mrowie utworów literackich, korzystając z niby natchnienia. Wena, gdy nie przychodziła, zastępowaną była zakupem kilku butelek wina, a następnie, następował przerób w formę wierszowaną. Niby poeta, błyszczał wśród towarzystwa, wzbudzał kontrowersję, litość i zażenowanie, a nawet rozbawienie. Najbardziej irytującym był jego słaby zasób informacji, rykoszetem odbite w mózgu zagadnienia, pojawiały się jako majaki zamroczonego umysłu, nie można tego było ochrzcić mądrością. Wyobraźcie sobie, że ktoś pisze np. o Apokalipsie całkowicie nie rozumiejąc znaczeń symboli, które tam występują. Ktoś z was powie, że wcale tego nie musi wiedzieć, starczy, że to czuje. Jeśli na tym etapie miałoby się, to zatrzymać wszystko byłoby w porządku, ale sprawy podążają dalej, ponieważ nasz AUTOR za jakiś czas będzie wynosił swój tomik liryczny do rangi wiedzy na dany temat, stanie się ekspertem od apokaliptycznej teologii, fachowcem, a może i prorokiem, któremu trudno będzie cokolwiek uświadomić.
Twórca z odpowiednio wyczulonym na natchnienie mózgiem, podda koncept analizie, jak w komputerze, przejrzy czy impulsy,które doń spływają, są zawirusowane i naprawdę godne realizacji czy raczej są szumem, podobnym do stanu snu, kiedy to mamy wizje wszystkiego, czego doświadczyliśmy w ciągu dnia, łącznie z oglądaniem telewizji.

Nie koniecznie musi,to być sen, w podświadomości, panuje taki miszmasz, jakim nie powstydziłby się nie jeden horror, film s/f czy thriller. Nasze myśli nie do końca musza być nasze, zauważmy, że tematy związane z przedstawianiem makabry, są nader często podejmowane przez zaczynających malarzy. Niemal każdy nastolatek, siedzący w szkolnej ławce, bazgrze w zeszyciku, całe panteony rogatych postaci, te tematy bardzo łatwo przychodzą do głowy i nie są one zbyt wymagające podobnie jak większość współczesnych tatuaży; jest to klasyczne bomblowanie kiczu. Natchnienie i wyobraźnia, ocierają się o włos z tandetą, wystarczy przejść się do galerii rozlokowanych w centrach handlowych, przeanalizować tematykę tych wszystkich popularnych, łakomych przedstawień, aby przekonać się jak łatwo umiejętności lub nawet talent można przetrwonić i skierować w obszary kiczorodnej twórczości.

 Nie ma drogi na skróty, owszem rynek sztuki sprawia prezenty, w postaci popularności, ale jednak, to, co jest eksponowane na płótnach, krzyczy za siebie i za autora. Paradoksalnie zdarza się, że nawet wielkie dzieła, bywają kiczem, co dla niektórych może brzmieć jak herezja. Widzieli coś w muzeum, na aukcji w katalogu, teoretycy się wypowiedzieli, a to już coś znaczy. Najczęściej jest tak, że twórca, który posiada już wylansowane nazwisko, uruchamia taśmę niczym w fabryce i zapomina, kim był, kiedy nie płaciło się kroci za jego parafkę na obrazie. Wiele uznanych, nowatorskich przedstawień jest kiczem, głośno się o nich rozprawia z innych powodów, mogły być,to pierwsze obrazy, jedyne prymitywizmy, czasowe kierunki, do których nie ma, po co wracać.
 Proces degradacji natchnienia jest bardzo dobrze widoczny w dziedzinie kinematografii, film w obecnych czasach rzadko, kiedy można nazwać dziełem sztuki. Są szlagiery; myślę, że to trafna nazwa, które mimo tego, że otrzymują dziesiątki nagród na renomowanych festiwalach filmowych, to jednak ze sztuka nie mają nic wspólnego.



„Niedługo człowiek w ogóle już nie będzie wiedział, co robić, a wówczas stanie bezbronny w obliczu zupełnego chaosu”. [ H.Richter]

 Selekcja w zakresie natchnienia jest jak zastosowanie filtru czy sączka, to, co istotne przechodzi do dalszego procesu, to, co jest szumem, zatrzymuje się na bibule i zostaje odrzucone. Artysta powinien z natchnienia wyciągać ekstrakt przekazu, wówczas przedstawienie ma moc destylacyjną!

Droga od impulsu do dzieła skończonego jest długa pod względem znaczenia i myli się ten, kto po latach rozmaitych praktyk uważa, że wystarczy włączyć muzykę i zabawić się z malowidłem. Nadal jest niesamowicie ważne, kto gra, gdzie gra, i jak, to mu wychodzi, istotne jest czy nadawca ma coś do przekazania, czy potrafi komponować, wyrażać emocje, mówić uniwersalnym językiem symboli; umieć jak na montażu filmowym rezygnować i dokonać selekcji w imię dobra finalnego. Nie każdy automatyczny zygzak stanowi przecież o artyzmie. Żeby macha rękoma w prawo i lewo natchnienie nikomu nie jest potrzebne. Niegdyś, snobistyczna bohema i świat koneserów sztuki w swoim zblazowaniu odzwierciedliła głupotę tego, co postaram się uwypuklić.
- Otóż podczas sesji nazwijmy to „malarskiej” pozwolono małpie zabawić się w artystę. Zwierze packało w „uniesieniu”, było jak „Wielki Mistrz” ciągnęło kreski i zygzaki, widzowie byli jak zawsze zachwyceni, ale czy w tym paćkaniu sztuka powiedziała światu coś nowego? - To, że pies Łajka poleciał w kosmos, nie oznacza, że był z powołania astronautą.

Jan Wieczorek

 

 
Startuj DOOP.PL | Dodaj do ulubionych | Poleć nas znajomym | Kontakt | Regulamin | Pomoc
Wszystkie prawa zastrzeżone przez doop.pl©